|
Wojciech BOŃKOWSKI
PORTUGALIA - kurs ENO2
Warszawa, 6.11.2004
W ciągu ostatnich kilku
lat Portugalia przeistoczyła się z kopciuszka w tygrysa winiarskiej Europy.
Kraj znany dotąd niemal wyłącznie z win słodkich zaskoczył bogactwem swych
rodzimych szczepów i tradycji. Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że przed
portugalskimi winami roztacza się wspaniała przyszłość.
Ukazaniu tego potencjału
posłużyła warszawska degustacja ENO2.
W ramach degustacji przedstawiłem 18 win wytrawnych ze wszystkich
niemal regionów Portugalii (wyjątkiem było południowe Algarve oraz Azory i
Madera, gdzie powstają właściwie wyłącznie wina słodkie). Na początek cztery
wina białe. Starałem się za ich pomocą przełamać stereotyp, że Portugalia nie
ma w tym kolorze nic ciekawego do zaproponowania. Zamierzenie udało się
połowicznie. Wina podobały się, ale zachwytów nie było. Najmniej zwolenników
znalazło Vinho Verde 2003 z czołowej
w tym regionie posiadłości Quinta do Ameal. Wino powstaje w całości ze szczepu
Loureiro, któremu zawdzięcza mocne, aromatyczne nuty cytrusowe i kwiatowe. Choć
to bez wątpienia wino daleko gęstsze i poważniejsze od tradycyjnego
vinho verde, pozostaje ono bardzo lekkie
i zwiewne i może dlatego nie spotkało się z aplauzem. Podobny problem miało nieco
pełniejsze, mineralno-cytrusowe Quinta
da Murta Bucelas 2003 z odmiany Arinto, przy którym nawet znakomity
stosunek jakości do ceny (5 €) nie wykrzesał z uczestników degustacji
gorętszych uczuć. Więcej szczęścia miało Alvarinho
2002 z posiadłości Palácio da Brejoeira uważanej za kolebkę tego czołowego
portugalskiego szczepu (spokrewnionego z galicyjskim Albariño). Mineralna
przenikliwość i ostrość tego wina znalazły zwolenników, choć dla wielu było wciąż
nieco bezpłciowe na tle pełnych, charakternych białych win z Francji i Włoch.
Produkowane w stylu francuskim z fermentacją w nowych beczkach
Encruzado 2002 z Quinta dos Roques w
apelacji Dão, wino o intensywnym morelowym bukiecie i sporej strukturze,
zjednało sobie wielbicieli mocnych, beczkowych win białych, ale inni
krytykowali je za międzynarodowy styl.
Przegląd win czerwonych rozpoczęliśmy od Półwyspu Setúbal,
regionu położonego na wschodnim
brzegu Tagu naprzeciw Lizbony. Króluje tu szczep Castelão, dający zwykle
lekkie, mocno owocowe, mało taniczne wina do szybkiego wypicia. Taki styl
reprezentowała Periquita 2000 z
firmy José Maria da Fonseca, jedna z najsłynniejszych marek portugalskich, wino
produkowane nieprzerwanie od połowy XIX wieku. Obecnie do Castelão dodaje się w
nim kilka procent Trincadeiry i Aragonês, wino zachowało jednak swój klasyczny
styl, który w zgodnym odczuciu obecnych w kategorii wina codziennego (4,50 €)
był niemal bezkonkurencyjny. Natomiast znacznie poważniejsze, ujawniające
nieoczekiwane strony Castelão okazało się kolejne wino –
Pegos Claros 1996, wino także bardzo klasyczne w stylu, z gron
wyciskanych nogami w kamiennych basenach lagares
(tradycyjna technika portugalska, obecnie wracająca do łask) i starzone w
dużych beczkach. Fenomenalna głębia i piękna równowaga pomiędzy lekko
ewoluowanym owocem i świetną soczystością uczyniły zeń pierwszą wielką butelkę
tego popołudnia. Niełatwe zadanie miało więc następne wino – znane również w
Polsce Casa Cadaval Trincadeira z
rocznika 2000, jedyne zaprezentowane wino z regionu Ribatejo. Skoncentrowane,
ładnie zaokrąglone starzeniem w beczkach, zachowało ono typowe dla Trincadeiry
słodko-wiśniowe i polno-ziołowe smaki. Dla jednych lekka komercja, dla innych –
znów ciekawa, charakterna butelka do codziennego użytku.
Pierwszą cześć degustacji zakończyliśmy trzema czerwonymi
winami z Alentejo, gorącego regionu na południu kraju, który od dziesięciu z
górą lat jest w forpoczcie renesansu winiarskiej Portugalii. Choć bywa
krytykowany za zbyt międzynarodowy, ciężki styl wielu win, nie ma wątpliwości,
że ma ogromny potencjał. Winem stosunkowo prostym, choć świetnie zrobionym,
było Aragonês 2003 od znanego
winiarza João Portugal Ramosa. Podobnie jak Trincadeirze z Casa Cadaval i temu
winu niektórzy zarzucili komercyjność, ale typowości i wysokiej jakości owocu
odmówić mu nie można. Kolejne dwa wina krytyki już raczej nie wzbudziły. Z
jednej strony znane Herdade do Mouchão
2000, wino nietypowo oparte w 80% na
langwedockiej krzyżówce Alicante Bouchet, które w swej ojczyźnie wyszła już z łask, ale świetnie przyjęła
się w Alentejo właśnie i stosuje się ją nawet w prestiżowych winach. Mouchão to
wino w stylu klasycznym, produkowane techniką bardzo podobną do opisanego przed
chwilą Pegos Claros, jednak mocniejsze, gęstsze, kawowo-balsamiczne, z mocnymi
garbnikami – pokazało się jako wino wciąż młode, z potencjałem na co najmniej
dekadę dalszego dojrzewania. Ciekawego kontrastu dostarczyło
Incógnito 2001 z posiadłości Cortes de
Cima. To czyste Syrah reprezentuje bowiem styl skrajnie nowoczesny, jego mocny
bukiet lukrecji i asfaltu przywodzi na myśl wręcz niektóre australijskie
shirazy. Trzeba jednak powiedzieć, że rocznik 2001, w odróżnieniu od bieżących
edycji tego wina, był świetnie zintegrowany, stopiony, bynajmniej nie był winem
przesadzonym, a jego zmysłowości trudno było oprzeć się nawet zatwardziałym
krytykom win w „stylu międzynarodowym”.
Po przerwie przedstawiłem 10 win czerwonych w typie
bardziej atlantyckim niż śródziemnomorskim, a więc o bardziej stonowanej,
mineralnej ekspresji w porównaniu do rozbujałych win alenteżańskich.
Rozpoczęliśmy od Colares Chitas 1990
z jednej z najbardziej klasycznych apelacji portugalskich, która przeżywa
obecnie bardzo poważny kryzys, w opinii wielu grozi jej wręcz zagłada, bowiem
trudna uprawa szczepu Ramisco na piaszczystych glebach jest nieopłacalna i
areał upraw dramatycznie się zmniejsza z każdym rokiem. Choć pokazało
podręcznikowe cechy Colares – balsamiczny, słodki owoc malinowy na bardzo
gęstej podporze garbników – wino raczej rozczarowało brakiem ekspresji,
potwierdzając obiegowe opinie, że Chitas nie wróciło nigdy do swej najlepszej
formy z lat sześćdziesiątych XX wieku. Bardzo udane było natomiast
Quinta de Chocapalha 2001, wino
regionalne z Estremadury, mieszane z Touriga Nacional, Tinta Roriz i Alicante
Bouschet. Jest to wino nowe – jego autorką jest Sandra Tavares, jedna z
najbardziej obiecujących enolożek młodego pokolenia – i zarazem dość klasyczne,
wyciskane w lagares, w typie
mięsistym i garbnikowym pomimo starzenia w nowych beczkach. Wybitnie autorskie,
z pewnością jednak reprezentatywne dla portugalskiej Nowej Fali i jej
wielokierunkowych poszukiwań.
Następnie dwa wina z regionu Dão, położonego na
granitowych w większości glebach podgórskiego i wilgotnego regionu Beira Alta,
co skutkuje wina czerwonymi (i ciekawymi białymi) o mocnej strukturze. Tu też
trudno było o większy kontrast: Touriga
Nacional 2000 z Quinta da Fonte do Ouro (znane również w Polsce) to wino w
stylu tradycyjnym, mięsiste, wciąż z mocną garbnikową końcówką nawet w wieku
czterech lat, natomiast autorska cuvée
Pape 2003 znanego enologa Álvara
Castro zaskoczyła nas. To niezwykle ekstraktywne i słodkie wino jest istnym
tour de force modernistycznego
winiarstwa; wielu obecnym kojarzyło się z okrzyczanym włoskim Kurni. Zaskoczenie
tym większe, że Castro w swych dwóch quintach – Sães i Pellada – uprawia raczej
styl umiarkowanie tradycyjny. Wino, choć kontrowersyjne, było jednak znakomite
dzięki swej gęstości i fenomenalnej jakości owocu.
Wielbiciele win mięsistych i surowych z pewnością byli
zachwyceni następną parą win z Bairrady. Ciężkie gleby gliniaste i
supergarbnikowy szczep Baga dają tu wina za młodu nieraz twarde jak deska, ale z
wiekiem wspaniale złożone i finezyjne (obie cechy wzmagane są najczęściej stosowanym
tu starzeniem w dużych beczkach), które porównać można do francuskich
madiranów. Przekornie nie sięgnąłem po żadne wino najsłynniejszego producenta z
Bairrada, Luisa Pato, ale po znakomitą w swojej cenie
Reservę 2001 z Quinta das Bágeiras oraz wspaniałą
Garrafeirę 2001 z Quinta de Baixo (oba
winifikował zresztą ten sam enolog Rui Alves). To ostatnie wino uważam za
najbardziej niedoceniane w całej Portugalii, z czym po wielogodzinnej
dekantacji wina zgodziła się większość obecnych, bowiem pomimo mocnych
garbników i mięsistych, niemal słonych zapachów jego czystość i głębia były nie
z tej ziemi.
Na ziemię wróciliśmy tylko na chwilę, jako wstęp do win z
doliny Douro degustując arcysolidny rocznik 2002 z
Quinta do Vallado. Dobra koncentracja, wiśniowe i porzeczkowe zapachy
bez cienia słodyczy, zdecydowane garbniki i kwasowość – wszystko tu było typowe
i świetnie zrównoważone. Szkoda, że w Polsce nie możemy kupować tego wina po
cenie portugalskiej (6 €). Od tej pory było już tylko niebiańsko. Miałem
szczęście i honor przedstawić obok siebie trzy najbardziej okrzyczane i
poszukiwane wina portugalskie ostatnich lat, a dla niektórych – jedne z
najwybitniejszych obecnie win czerwonych na świecie:
Batutę 2001 Niepoorta, Quinta
do Vale Dona Maria 2001 oraz Quinta
do Vale Meão 2001. Porównanie okazało się fascynujące i wzbogacające.
Sławna już w Polsce, do której od czasu warszawskiej degustacji trafiła, Batuta
zaskoczyła finezją i swoistą „lekkością”: w roczniku 2001 to zazwyczaj
ultraskoncentrowane wino ze starych krzewów ma zaledwie 12,8% alkoholu i jest
winem soczystym, owocowym, raczej przenikliwym (dzięki zaskakującej kwasowości)
niż obezwładniająco esktraktywnym, w istocie bardzo burgundzkim w stylu,
zgodnie z ambicjami producenta – Dirka Niepoorta. Zarazem niebywała długość
tego wina i pewien owocowo-mineralny pierwiastek, którego posmak mieliśmy w
ustach jeszcze po kilku dniach, wywołały entuzjastyczne, wręcz gwałtowne
reakcje zebranych.
Paradoksalnie za jeszcze
lepsze wino uważam Quinta do Vale Dona Maria 2001, które jednak jest tym wobec
Batuty, czym Gevrey-Chambertin wobec Volnay: zatem więcej koncentracji,
mocniejsze garbniki, mniej (?) cudownej soczystości, materia tkana gęściej,
choć właściwie nie mniej finezyjnie. Jak zawsze w tym winie, którego autorem
jest wybitny enolog Cristano van Zeller, szczególnie zachwyciło mistrzowskie
użycie beczki (nie sposób odgadnąć 80% nowych beczek). Tego popołudnia miało
jednak może mniej oczywistości i blasku od Batuty. Jeszcze bardziej zamkniętą,
wręcz ściśniętą osobowość pokazało Quinta do Vale Meão 2001, wino pochodzące z
niemal stuletnich krzewów na samym skraju regionu Douro przy granicy z
Hiszpanią, w strefie niezwykle gorącej i suchej, przez co wino, o
nieprzeniknionej czarnej barwie, jest właściwie koncentratem porzeczkowo-mineralnego
owocu, esencją ziemi, przez którą dziś trudno się przebić, choć gdy Batuta i
Vale Dona Maria za kilkadziesiąt lat złożą broń, Vale Meão wchodzić będzie
powoli w drugą młodość. Pomimo więc różnic i kontrowersji dla nikogo nie było
wątpliwości, że piliśmy wina klasy absolutnej. Widziałem zresztą, jak kilka
obecnych osób nerwowo przeszukiwało na palmtopach witryny sklepów winiarskich
za granicą czy zapisywało na kartkach ilość butelek do prędkiego zamówienia, co
z pewnością oznacza, że do win portugalskich trzeba będzie wrócić.
|